Wizyta wietnamskiego Przewodniczącego w Watykanie

Zapowiedziana wizyta wietnamskiego Przewodniczącego w Watykanie w polu bacznej uwagi katolików

VietCatholic News, 28 lipca 2009

Wśród głośnych przypadków brutalnych prześladowań wobec katolików w całym Wietnamie rozeszła się wiadomość o zaplanowanej na listopad br. wizycie głowy państwa, Przewodniczącego Nguyen Minh Triet w Watykanie. Wietnamczycy, a szczególnie katolicy wietnamscy przyjmują tę zapowiedź z mieszanymi uczuciami, zarówno z nadzieją jak i obawą, ponieważ wciąż jest żywa pamięć o złych następstwach watykańskiej wizyty premiera Nguyen Tan Dunga z 2007 r.

20 lipca 2009 milicja w prowincji Quang Binh przypuściła niespodziewany atak na bezbronnych parafian w Tam Toa – parafia w diecezji Vinh w Centralnym Wietnamie – kiedy katolicy wznosili prowizoryczny namiot jako tymczasowe miejsce nabożeństw. Podczas napaści setki osób poturbowano i zraniono, a kilkadziesiąt zawleczono do milicyjnych wozów i aresztowano na czas nieoznaczony.

Gniew rządu nie skończył się na tym. Spokojni, bogobojni i przestrzegający prawa ludzie z Tam Toa, nawet w najstraszniejszych snach nie mogliby sobie wyobrazić, co postanowiły zrobić władze państwowe w Quang Binh..

W następnych dniach we wszystkich państwowych mediach ukazały się artykuły zawierające fałszywe oskarżenia, w których ofiary milicyjnej przemocy zostały odsądzone od czci. Tym razem ofiary zostały przedstawione jako uparci, zorganizowani kryminaliści, którzy zakłócają spokój i niszczą bezpieczeństwo narodowe i występują przeciw integralności państwa. Ich obecny los budzi wiele obaw, gdyż nikt nie wie, co się z nimi dzieje i jak bardzo ucierpieli z rąk milicji. Cieszący się szacunkiem księża i gorliwi duszpasterze również nie uniknęli szykan. Dwaj księża w nadbrzeżnym mieście Dong Hoi zostali brutalnie pobici i pozostawieni w krytycznym stanie bez pomocy.

Prawie jednocześnie z oskarżycielskimi artykułami na temat duszpasterzy i wiernych parafii Tam Toa, podano do wiadomości, że głowa państwa, Przewodniczący Nguyen Minh Triet złoży w listopadzie br. wizytę w Watykanie. Każdy, kto zna reżim komunistyczny, wie, że publikacja takiej wiadomości w tym czasie musiała być dokładnie zaplanowana i zawiera ukryte przesłanie, jak to się działo do tej pory.

Zbyt często zwyczajni Wietnamczycy w czasach komunizmu musieli być świadkami, jak pisany jest scenariusz takich wydarzeń: najpierw są zapewnienia o doskonałym przestrzeganiu ludzkich praw i wolności religijnej, które ostatecznie kończą się w krwawych prześladowaniach i wykorzystaniu, od prawa do lewa, tychże ludzi, których przywódcy właśnie wrócili z wizyty w obcym kraju czy z międzynarodowego spotkania, gdzie z dumą zapewniali o nieskazitelnym poszanowaniu ludzkich praw i wolności religijnej w Wietnamie.

25 stycznia 2007 r. wietnamski premier Nguyen Tan Dung złożył historyczną wizytę papieżowi Benedyktowi XVI i watykańskim osobistościom. Trzy tygodnie później, 19 lutego 2007, milicja otoczyła i siłą wdarła się do Archidiecezji Hue, aby przeszukać biura. Skonfiskowano komputery, sprzęt elektroniczny i ponownie aresztowano ks. Nguyen Van Ly, kapłana, który już spędził w więzieniach 14 lat za rozpowszechnianie materiałów krytykujących restrykcje rządowe w sferze politycznej i religijnej wolności.

Tu jeszcze nie kończy się gniew rządu. Kościół w Wietnamie od czasu watykańskiej wizyty cierpiał z powodu szykan bardziej niż przedtem. Katolikom z miasta Son La i w wielu innych miastach obszaru Central Highlands odmówiono prawa do odprawiania mszy świętej, nawet podczas takich świąt jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Klasztory w Thien An – Hue, Vinh, Long Xuyen i Nha Trang zostały przejęte siła i zrównane z ziemią, Na ich miejscu zamierza się pobudować hotele i inne ośrodki turystyczne. Redemptoryści w Thai Ha oraz tamtejsi wierni nieustannie cierpią z powodu fizycznych napaści. Byli oni nawet sądzeni przed sądem karnym jako kryminaliści, gdyż uczestniczyli w pokojowej demonstracji przeciw tym atakom. Proces zakończył się wydaniem na nich niesprawiedliwego wyroku. Nawet arcybiskupowi Józefowi Ngo Quang Kiet nie oszczędzono złośliwych szykan. Jego osoba stała się wygodnym celem oszczerczych kampanii w państwowych mediach, żeby odwrócić uwagę od faktu, że władze z pośpiechem przekształciły teren nuncjatury w Hanoi w publiczny park.

11 stycznia 2007 r. Wietnam stał się 150 członkiem Światowej Organizacji Handlu, po wielu zabiegach, by ukryć rzeczywisty stan łamania praw człowieka i wolności religijnej w Wietnamie. Wśród tych wysiłków doszło do wizyty premiera Dunga, który jako pierwszy komunistyczny przywódca Wietnamu oficjalnie odwiedził Watykan.

Zapowiedziana wizyta Nguyen Minh Triet w Stolicy Apostolskiej w listopadzie br. nie jest tutaj wyjątkiem. Została ona pieczołowicie zaplanowana, aby doszło do niej wtedy, gdy Wietnam bardziej niż kiedykolwiek musi zatuszować notoryczne łamanie praw człowieka i wolności religijnej. Wizyta stała się narzędziem o podwójnym standardzie. Najpierw należy przedstawiać rząd wietnamski, jako rząd dobrej woli i gotowy do nawiązania dyplomatycznych stosunków ze Stolicą Apostolską, która jest najbardziej prestiżową religijną instytucją w świecie. Następnie należy chwalić się nieposzlakowaną opinią w dziedzinie praw człowieka, podczas gdy ofiary łamania tych praw rzadko albo wcale nie mają szans, by wyrazić swoje zdanie bez surowych konsekwencji.

Z państwowych mediów – szczególnie dziennika „Nhan Dan”, reprezentującego stanowisko Politbiura – Wietnamczyk dowiaduje się, że – oprócz nagłaśnianej prezydenckiej wizyty w Stolicy Apostolskiej w listopadzie – jest też możliwa oficjalna papieska wizyta w Wietnamie, do której miałoby dojść na zaproszenie wietnamskiego rządu.

Taki rozwój wydarzeń wydaje się być zachęcający i mógłby być znakiem nadziei dla ludzi nie mających pojęcia o tym, co się działo za żelazną kurtyną w tym komunistycznym kraju. Ludzie, którzy bezpośrednio doświadczyli, jak ten rząd zwykle pisze swój scenariusz, aby odpowiednio się przedstawić i osiągnąć swe cele na arenie międzynarodowej, wiedzą, że realny obraz praw człowieka jest diametralnie różny od tego, który reżim chciałby zaprezentować.

Komuniści wietnamscy bez wątpienia zrobią wszystko, by „zawłaszczyć” i wykorzystać watykańską wizytę Przewodniczącego Trieta jako sposobność do wmówienia światu, że Wietnam jest państwem szanującym wolność religijną i prawa człowieka.

Katolicy wietnamscy darzą należnym szacunkiem Papieża i Stolicę Apostolską, pozostając zawsze lojalni i wierni, nawet za cenę ciężkich cierpień. W chwili obecnej chcą, by najbardziej godny zaufania Kościół Powszechny nie pozwolił się zwieść kłamstwom rządu wietnamskiego, który przez tanie sztuczki i fałszywe przedstawianie niezbyt chlubnego raportu o łamaniu praw.

Faktem pozostaje, że jak długo dyplomatyczne wysiłki między Stolicą Apostolską i rządem Wietnamu nie przynoszą realistycznych skutków, tak długo katolicy w kraju będą ofiarami tego błędu. To znaczy, że kiedy rządowi uda się tak oczarować świat, żeby uwierzył w szacunek dla wolności religijnej w Wietnamie, wtedy władze będą mogły unikać dokładnego badania i obserwacji ze strony międzynarodowych organizacji wolnościowych i będą mogły bezkarnie kontrolować wszystkich, katolików czy innych wyznawców. Bardziej niż kiedykolwiek przedtem, nie tylko katolicy ale również wyznawcy innych religii mogliby stać się ofiarami znęcania ze strony własnego rządu bez jakiejkolwiek szansy opowiedzenia o tej prawdzie światu.

Maran Tuner, dyrektor Freedom Now (Wolność Teraz), stwierdził: „Argumentem przytaczanym przez rzeczników na rzecz nawiązania stosunków między USA i Wietnamem była opinia, że odnowione stosunki handlowe i rozwój ekonomiczny mogłyby sprawić wymierny postęp w dziedzinie praw człowieka, swobód obywatelskich i wolności religijnej. Dwa lata od przyłączenia Wietnamu do Światowej Organizacji Handlu i prawie trzy lata po tym, jak zaprzestano w Stanach oznaczać ten kraj jako CPC, spodziewany postęp najwyraźniej nie następuje. A raczej jest coraz więcej dowodów, że Wietnam wycofuje się z deklaracji o swej gotowości do podtrzymywania i szanowania podstawowych praw człowieka.”
(za: Vietnam failing rights standard)

= = = = =

http://www.atimes.com/atimes/Southeast_Asia/KG22Ae01.html

Stolica Apostolska czyniła, czyni i uczyni wszystko, co w jej mocy, aby chronić katolików w świecie. Jednak, mówiąc realistycznie, Watykan nie jest ani ekonomiczną ani polityczną siłą na wzór Ameryki czy innych bogatych krajów Zachodu.

Napotyka on na pewne ograniczenia w wywieraniu wpływu na rząd wietnamski, kiedy dąży do przestrzegania i szanowania podstawowych praw człowieka i wolności religijnej. Każda próba przecenienia tej zdolności do interwencji w imieniu katolików wietnamskich kończy się większym rozczarowaniem a czasem cierpieniem.

30 stycznia 2008 r. Watykański Sekretarz Stanu Kardynał Tarcisio Bertone napisał do Arcybiskupa Józefa Ngo Quang Kiet w Hanoi: „Uprzejmie proszę Cię, abyś interweniował tak, żeby uniknąć czynów mogących zburzyć porządek publiczny, i żeby sytuacja wróciła do normy.” Następnie kardynał przynaglał do dialogu z władzami Wietnamu w „bardziej spokojnym klimacie” i zapewniał, że Stolica Apostolska „nie przestanie wyjaśniać rządowi Twego kraju uprawnionych aspiracji katolików wietnamskich”.

Te uprawnione aspiracje katolików wietnamskich wciąż, jak dotąd, są deptane. Sam arcybiskup Józef Ngo jak również wielu księży, zakonników i wiernych są wciąż obrażani przez państwowe media, bici fizycznie przez milicjantów, sądzeni i niesprawiedliwie więzieni. Miejsce przetrzymywania wielu katolików pozostaje nieznane. Nie wiadomo, czy zmarli, czy jeszcze żyją.

Kościół w Wietnamie, znajdując się w szczękach historii, był zawsze nękany i traktowany podejrzliwie przez komunistów. Przez lata pod władzą komunistów katolicy wietnamscy byli prześladowani, nie mogli znaleźć pracy lub studiować w szkołach wyższych. Nawet szkolne dzieci stawały się ofiarami tej strasznej, niesprawiedliwej polityki. Długotrwałe cierpienia prowadziły do wielu różnorodnych prób znalezienia pokojowego współistnienia z komunistami.

W jednym końcu tego spektrum są ci, którzy są gotowi wyrazić swoje poddanie się Partii. To mogą być katolicy, którzy wstępując do Partii składają przysięgę lojalności Marksizmowi-Leninizmowi. Mogą to być również księża zapisani do tzw. „Komitetu Solidarności Katolików Wietnamskich”, którzy na dobrą sprawę odcinają się od wspólnoty z Następcą Św. Piotra, kiedy w sposób zamierzony opuszczają wspomnienie Papieża podczas Mszy św., albo publikują tzw. „katolickie” czasopisma, które są kontrolowane raczej przez Partię a nie Kościół, albo zamieszczają artykuły przeciw Watykanowi, wyrażające zdecydowany krytycyzm wobec Watykanu i Papieża, aby udowodnić swoją lojalność wobec Partii.

Taka podejście okazało się złym wyborem. Ludzie, którzy go dokonali, ryzykują utratę swej katolickiej tożsamości wskutek coraz to nowych żądań Partii. Są oni bojkotowani przez absolutną większość katolików pozostających lojalnymi wobec Magisterium Kościoła nawet za cenę ciężkich cierpień.

Bardziej popularne podejście polega na „wycofaniu” się katolików do ścian kościoła. Są szczęśliwi, widząc kościoły pełne wiernych. Komuniści są również zadowoleni. Jak długo katolicka wspólnota milczy na temat zjawiska powszechnej korupcji, rosnącej biedy społecznej, straszliwej aborcji, która jest największa w świecie, i innych plag społecznych, tak długo jest dobrze. W każdym razie, zatłoczone kościoły mogą przyczynić się do malowania dobrego obrazu, który maskuje rzeczywiste łamanie wolności religijnej w Wietnamie.

To podejście wydawało się skuteczne przez dłuższy czas. Jednak Kościół w Wietnamie stoi wobec innych poważnych problemów. Typowo, w ciągu minionych dekad wzrost Kościoła w Wietnamie był mniejszy niż wzrost populacji. Mentalność „zamknąć się w swojej muszli” zahamowała misjonarski zapał, a jednocześnie w tym czasie wszystkie poważniejsze sposoby przekazywania Orędzia chrześcijańskiego w społeczno-kulturalnym, religijnym, politycznym i ekonomicznym kontekście Wietnamu takie jak szkoły, szpitale, zostały przejęte przez państwo a społeczne posługiwanie zostało zabronione.

W miarę jak plaga korupcji staje się coraz bardziej wszechobecna, lokalna władza staje się bardziej bezczelna w pogoni za nielegalnym zyskiem. Urzędnicy zaczęli patrzeć na własność kościelną, która została zabrana przed laty, jak to było w przypadku terenu Thai Ha, nuncjatury w Hanoi i klasztorów w Południowym Wietnamie. Własność kościelna, która wciąż jest pod kontrolą Kościoła, również nie uchodzi ich chciwym oczom.

Owe narastające nękanie prowadziło do powstania wśród katolików nadziei, że jeśli nastąpi postęp w relacjach Wietnam-Watykan, to sprawi on, że pozbędą się w ciągu nocy swoich problemów. Stąd rodzi się przesadne oczekiwanie dobrodziejstw płynących z ustanowienia więzi dyplomatycznych między dwoma państwami.

Ale w kraju, w którym plaga korupcji i innych społecznych nieszczęść poszła już tak daleko, że wymknęła się spod kontroli, jest rzeczą niepraktyczną, jeśli nie naiwną, myśleć w ten sposób.

Katolicy w Wietnamie, którzy długi czas byli uważani i traktowani jak obywatele drugiej kategorii na społeczno-politycznej drabinie w kraju, nie powinni pokładać nadziei w nagłej zmianie swego losu i w „przywilejach”, którymi mogliby się cieszyć po watykańskich wizytach komunistycznych przywódców. Te „przywileje” są nierealne. One mogą jedynie spowodować zawiść wyznawców innych religii, którzy nie mając swojej międzynarodowej struktury, która mogłaby ich wesprzeć.

Aby być prawdziwymi świadkami Chrystusa, katolicy w Wietnamie powinni być gotowi dzielić ten sam los razem z całym społeczeństwem, które cierpi od dawna, powinni być gotowi przeciwstawiać się i domagać się od ludzi reżimu poszanowania zasad demokracji. Przykładem jest tu abp Józef Ngo Quang Kiet, który – stojąc przed Komitetem Ludowym 20 sierpnia 2008 r. – powtarzał w bardzo wymownym i przekonującym przesłaniu podczas wydarzeń wokół nuncjatury w Hanoi: „Wolność religijna nie jest przywilejem – NIE, Nie jest! – Ona jest podstawowym ludzkim prawem, które państwo powinno szanować.”

Emily Nguyen

(tł. Etek)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License