List otwarty do Le Thiet Hung

List otwarty (24.09.2012) Społeczeństwo -My, obywatele Rzeczypospolitej, urodzeni i wychowani w Wietnamie, kochający Wietnam i kochający Polskę, zwracamy się do Pana ze stanowczym żądaniem natychmiastowej rezygnacji z nabytego niedawno polskiego obywatelstwa. Pańska obecność w gronie Polaków jest głęboko nieuzasadniona a Pańskie starania o polskie obywatelstwo były w najwyższym stopniu niemoralne.

List otwarty do Przewodniczącego Stowarszenia Wietnamczyków w Polsce
(dawniej "Solidarność i Przyjaźń"), Pana Le Thiet Hung

Panie Przewodniczący,

My, obywatele Rzeczypospolitej, urodzeni i wychowani w Wietnamie, kochający Wietnam i kochający Polskę, zwracamy się do Pana ze stanowczym żądaniem natychmiastowej rezygnacji z nabytego niedawno polskiego obywatelstwa. Pańska obecność w gronie Polaków jest głęboko nieuzasadniona a Pańskie starania o polskie obywatelstwo były w najwyższym stopniu niemoralne.

Obywatelstwo nie jest jedną z form prawa pobytu w danym kraju, jest prawem do współdecydowania o kształcie Państwa, wyrazem solidarności z etosem tego państwa i deklaracją wierności jego konstytucyjnym zasadom. Całym swoim życiem dowiódł Pan tego, że jest Pan wyznawcą wartości fundamentalnie sprzecznych z polskością i tego, że nie jest Pan godny prawa współdecydowania o Polsce.

Chcemy, żeby Polska, która okazała nam najdalej idącą gościnność, była państwem dobrym. Chcemy, żeby jak najmniej było w Niej osadu nieprawości i powodów do wstydu. Polska zaufała Panu, nie wiedząc z kim ma do czynienia. My wiemy, toteż apelujemy do Pana o zachowanie przyzwoite choć raz a, że nadzieję na takie zachowanie mamy nikłe, czynimy to w formie otwartego listu. Jeśli już musimy Pana cierpieć w gronie współobywateli, chcemy, żeby przynajmniej jasne było, że nie mamy z Panem nic wspólnego z wyjątkiem pochodzenia.

Jest Pan przewodniczącym Stowarzyszenia, które prowadzi Pan na zmianę ze swoim kolegą, niczym Putin i Miedwiediew aparatu ucisku nad wietnamską diasporą w Polsce. Stowarzyszenia, które jawnie współpracuje z komunistycznym Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego i szczyci się tym. Stowarzyszenia zawsze wiernie stojącego u boku ambasady reżimu. Stowarzyszenia, zajmującego się przeciwdziałaniem prawdziwej przyjaźni i solidarności Wietnamczyków, których losy zaprowadziły nad Wisłę z Polakami. Pańska organizacja wydaje kłamliwą gazetę, która m.in informowała Wietnamczyków o tym, że to sowieccy żołnierze bronili Westerplatte.

Rolę Pańskiego Stowarzyszenia tak definiował Pan na łamach "Ha Noi Moi", propagandowej gazety komunistów w Wietnamie 13 sierpnia 2012 roku: "w Polsce (…) są jeszcze inne organizacje, zwalczające wietnamskie państwo komunistyczne, prowadzące propagandę i dezinformację, szkodzące solidarności we wspólnocie. Poprzez rozmowy i edukację Stowarzyszenie pomaga swoim rodakom, zwłaszcza młodemu pokoleniu, prawidłowo poznać rodzinny kraj. Odtąd wietnamskie organizacje reakcyjne są odizolowane i bojkotowane.".

Podczas obchodów 75. rocznicy założenia Komunistycznej Partii Wietnamu mówił Pan: "Jako członek Komunistycznej Partii Wietnamu, jestem szczerze uradowany, widząc na własne oczy wielkie sukcesy dzieła przemian, dokonywanych przez Partię i Państwo. (…) Z okazji 75-lecia założenia Komunistycznej Partii Wietnamu szczerze marzę o tym, żeby Partia była coraz silniejsza słuszną wiarą i miłością całego narodu wietnamskiego w kraju i za granicą. Nasz lud za granicą jest bardzo wzruszony, widząc, jak właściwie Partia i Rząd oceniają jego rolę, jako nierozłącznej części Narodu. Niezależnie od tego, gdzie mieszkamy, pamiętamy, że jesteśmy Wietnamczykami i obiecujemy ze wszystkich sił pracować na rzecz budowy Ojczyzny.". Czy takie słowa podziwu dla ludobójczego reżimu przystoją Polakowi? Czy przystoją Wietnamczykowi, choć odrobinę uczciwemu?

W 1973 roku był Pan jednym z tych, którzy wyśledzili zakazany związek miłosny naszego przyjaciela, wietnamskiego studenta w PRL, a dziś niezależnego dziennikarza na emigracji Le Dien Duc, z Polką. "Przestępcę" doprowadził Pan do komunistycznej ambasady, skąd został on wywieziony do kraju i tam skazany na karę więzienia za nieprawomyślną miłość. Nie wstyd Panu?

My, Wietnamczycy i Polacy nie chcemy Pana w swoim gronie. Swoją działalnością przed laty i dziś kompromituje Pan także nas. Kiedy próbował Pan wygasić niedawny protest w ośrodku handlowym w Wólce Kosowskiej, został Pan wyśmiany przez strajkujących Wietnamczyków. Czy nie dość Panu wyrazów braku zaufania i szacunku dla Pańskiej osoby? Czy pojęcie "honor" nic dla Pana nie znaczy?

Nie chcemy, żeby był Pan współgospodarzem naszej Ojczyzny!

Mac Thi Viet Hong
Ngo Van Tuong
Nguyen Thanh Son
Tran Ngoc Thanh
Ton Van Anh

Warszawa 24 września 2012 r.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License