Ostatnie stadionowe sajgonki

GW (29.09.2010) W centrum uwagi - Setki warszawiaków oblegały w weekend zagłębie egzotycznych jadłodajni ukrytych między budkami z odzieżą na Jarmarku Europa. Za tydzień rozpocznie się likwidacja tego targowiska.

flickr:4842183320


Gazeta Wyborcza Ostatnia wieczerza w wietnamskich barach na stadionie

- Straszny ruch, wyjedli nam wszystko do zera - mówi Dawid Turkestanishvili, właściciel restauracji w "alei barów" na Jarmarku Europa. Jeszcze przed chwilą pod jego restauracją ozdobioną gruzińskim godłem kłębił się tłum ludzi żądnych egzotycznej strawy. - Już nie mam czym karmić - rozkłada ręce pan Dawid. Ostatnie zamówienie to 15 przepiórek i tyle samo jagnięcych kebabów zamówionych przez znanego stołecznego smakosza. Kolejka spod gruzińskiej restauracji przeniosła się więc do jednego z wietnamskich barów. Cierpliwie trwa w niej około 30 osób. Drugie tyle przy stołach pałaszuje azjatyckie przysmaki. Po strojach i fryzurach widać, że przyszli bywalcy Powiśla, Powiększenia czy Planu B. W dobrym tonie jest nie używać noża i widelca - wszędzie migają bambusowe pałeczki. Przy jednym ze stołów spotykam Wojtka i Bożenę. Na plastikowych talerzach sajgonki, wystają też rybie ogony.

Wojtek trochę kręci nosem: - Ryba smakuje jak szprot w tomacie. - Za to sajgonki pierwsza klasa - zapewnia Bożena. Oboje popijają posiłek wietnamskim słodkim napojem z różnych owoców i kruszonym lodem. Pokazują też zakupy, m.in. bardzo drobno mieloną kawę o smaku czekolady.

Brzmi ciekawie, więc i ja ląduję na zakupach w małym sklepie na końcu alejki. Kupuję kawę i egzotyczny napój o dziwnym smaku w puszce.

W kolejce po obiad nie chce mi się stać - czasu na zjedzenie w tutejszych lokalach jeszcze trochę jest. - My się zwijamy w czwartek o godz. 15, większość barów tak samo - mówi Dawid Turkestanishvili.

Ale to już koniec zagłębia barów. Część knajpek przeniesie się i będzie kontynuować tradycję, podpierając się wyrobioną na Jarmarku marką. - Za mniej więcej dwa miesiące otwieram restaurację z powrotem, będzie też i kuchnia azjatycka. Te same dania, ten sam kucharz. Kilkaset metrów stąd, przy Mińskiej 25, obok klubu m25 - reklamuje Dawid.

Dokąd przeniosą się inne garkuchnie? Dawid nie ma wątpliwości. - Dla nich żądni egzotyki warszawiacy to 10 procent obrotów. Interes robią na swoich. Tutaj co trzy minuty podjeżdża rower i zabiera dania gdzieś na Jarmark. Kuchnie przeniosą się tam, gdzie wietnamscy kupcy ze Stadionu - prorokuje.

Ale jednak nie wszystkie - w barowej alei dostajemy ulotkę: "Nowy VietTown w centrum, ul. Widok 16. Jedzenie żywcem przeniesione ze sławnego warszawskiego Stadionu Dziesięciolecia" - zachęca reklamówka.

- A pan? Dokąd się pan przeniesie? - pytamy drobnego sprzedawcę przy stoisku z azjatyckimi słodyczami.

- Ja? Do Wietnamu…

Grzegorz Lisicki
24.07.2010


żródło: Gazeta Wyborcza - Ostatnia wieczerza w wietnamskich barach

Komentarze

Dodaj nową wypowiedź
lub Zaloguj się jako użytkownik serwisu Wikidot.com
(nie będzie opublikowany)
- +
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License