Sztuka źródłem kłopotów

LaTimesBlogs/BV (09.03.2012) Kultura - Gabby Quynh-Anh Miller jest Amerykanką wietnamskiego pochodzenia, artystką, która przelatuje z Kalifornii do Wietnamu samolotem, przeskakując między swobodnym stylem życia typowym dla Bay Area (Zatoki) a strukturami jednopartyjnego państwa, krytykowanego przez grupy obrońców praw człowieka za prześladowania pokojowo nastawionych bloggerów i działaczy.

Jej prace obecnie ukazują się razem z pracami innych artystów, których korzenie tkwią z południowowschodniej Azji. Zbiorowa wystawa w New Jersey została zatytułowania „Kocham Ciebie od dawna”

Dziennikarz pisma The Times rozmawiał z Miller o tworzeniu sztuki w kraju, w którym swoboda wypowiedzi nie zawsze jest wolna.

Jak wygląda świat sztuki w Wietnamie i jak on się różni od tego w Kalifornii?

Jest tak różny. Istnieje ogromna liczba komercyjnych galerii, które troszczą się o turystów. A potem istnieje uniwersytet sztuk pięknych, który jest uczelnią kierowaną przez państwo i w rzeczywistości opartą o dwudziestowieczne francuskie metody nauczania i zmieszane z realizmem socjalistycznym, zmieszane z technikami reklamowymi.

Poczekaj, zatrzymajmy się na chwilę. Do czego jest podobna dwudziestowieczna Francja zmieszana z socrealizmem i reklamowaniem?

Dziwaczna. Spędzasz pięć lat doskonaląc sztukę szkicowania i malowania w bardzo klasycznym stylu. I z każdym nowym reżimem szkoła sztuki jest przejmowana. Komunistyczny czy rewolucyjny rząd przejął ją i stała się ona ośrodkiem do propagandy socjalizmu i centrum uprawiania socrealizmu.
Nha San Studio to przestrzeń, w której działamy, jest oddzielona od komercyjnej sfery, celowo oddzielona, i świadomie oddzielona od państwowego sposobu działania. Zostało otwarte w 1998 r. i jest ono pierwszym i najdłużej działającym i kierowanym przez artystów eksperymentalnym ośrodkiem w Wietnamie.

W Wietnamie trzeba poprosić o zezwolenie z Ministerstwa Kultury, aby zorganizować jakąkolwiek publiczną ekspozycję. Oznacza to, że musisz przedstawić dokumentację swojej działalności, co to ma być… jakiś rodzaj wyjaśnienia, jakie jest znaczenie dzieła dla polityki kulturalnej, i mówisz „czy to jest OK.” Toteż zapisujemy każde wydarzenie artystyczne jako „zgromadzenie rodzinne” i w ten sposób pomijamy procedury.

Czy macie poczucie, że coś mogłoby spowodować zamknięcie waszych inicjatyw?

Z tego, jak funkcjonują sprawy w Wietnamie, nie wiadomo, jakie mogą być następstwa. W zależności od widzimisię jakiegokolwiek decydenta i od tego z którejkolwiek bramy usiłujesz się przedostać.
Wielu międzynarodowych biznesmenów, którzy prowadzą interesy w Wietnamie, będzie narzekało na obręcze, przez które musisz przeskakiwać, aby otrzymać zatwierdzenie. Plotka głosi, że potrzebujesz czegoś, co zostało przypieczętowane 17 razy – a z tego płynie niepisany wniosek, że powinieneś opłacić 17 osób.
Świat sztuki jest po prostu częścią większego świata. Popadliśmy w przyzwyczajenie, żeby nawet nie pytać o zezwolenie, ponieważ to otwiera możliwość, że będziesz musiała dać łapówkę.

Jak to się stalo, że postanowiłaś pojechać do Wietnamu?

Moja matka jest Wietnamką, a w roku 2005 miałam iść na studia w Wyższej Szkole, ale nie chciałam w ogóle podjąć tam nauki. Toteż kupiłam bilet w jedną stronę, żeby tam pojechać i zaczęłam pracować w galeriach sztuki. Skończyło się to tym, że znów chodziłam do szkoły i pisałam pracę dyplomową z antropologii na temat sztuki eksperymentalnej w Hanoi. To mnie zafascynowało.
Ludzie zapominają, że Wietnam jest państwem policyjnym, ponieważ można tam teraz swobodnie przyjechać. Istnieje tam represjonowanie różnego rodzaju. Ale widzisz wszystkich tych artystów, którzy robią coś całkowicie dziwnego – eksperymentujących z przedstawieniami i wykonujących instalacje – co niekoniecznie jest dziwne w Ameryce, ale w Wietnamie z całą pewnością jest dziwaczne. Jest to dla mnie inspirujące – ludzie usiłujący wyrazić siebie pomimo znaczącego możliwego oddźwięku i braku zrozumienia czy poparcia. Wietnam rzeczywiście potrzebuje artystów.

Jeśli ludzie przejmują się tym, czy ich dzieła sztuki spotkają się z aprobatą, to czy „dziwność” przedstawienia odgrywa wśród wietnamskich artystów różną rolę? Czy jest to bezpieczniejsze działać w sposób dziwny?

Istnieje wiele zakłamania w Wietnamie. Dziennikarze i prawnicy są zazwyczaj uciszani albo usunięci z pola widzenia. Każdy wie, że to się dzieje. Nikt nie mówi o tym zbyt wiele. Toteż wszystko jest ładnie przemilczane w trakcie opisywania, że artyści usiłują się komunikować ze sobą.
Powiedzą np.: „Mówię o moim osobistym doświadczeniu”. Nie powiedzą tego o społeczeństwie. Albo nie chcą wyjaśniać swojej sztuki – gdyż wyrażenie idei w słowach daje władzom pożywkę, żeby artystę ścigać i dokuczać mu. Każde dzieło sztuki w tym kontekście posiada rzeczywistą moc, potencjał. Wiadomo, że ludzie posługują się tymi sposobami komunikacji, ponieważ w rzeczywistości nie mogą wypowiadać się swobodnie.
Istnieją też debaty na temat narodowej tożsamości, które odbywają się na terenie sztuki. Debata o tym, czym jest sztuka, w rzeczywistości jest dyskusją o tym, czym jest wietnamskość.

Jakie rzeczy, których obawiają się ludzie, nie są wietnamskie?

To nie odnosi się do władz, to jest wewnątrz kręgów artystycznych. Dwa lata temu zorganizowaliśmy sympozjum na temat sztuki performansu, na które zaprosiliśmy artystów z innych krajów, aby pracowali w Hanoi przez pięć dni z wietnamskimi artystami. Każdego dnia coraz więcej ludzi przychodziło oglądać performansy.
Ostatniego dnia dom był przepełniony… i zorganizowaliśmy cały szereg perfomansów. Podczas ostatniego artystka La Thi Dieu Ha wykonała performans, w którym zdjęła z siebie wszystkie ubrania, włożyła w swe usta żywego ptaka i wypuściła go. Fotografie z tego wydarzenia rozlały się w internecie, a to zapoczątkowało gorącą dyskusję na temat publicznej przyzwoitości – utrzymującą, że ten performans nie był ani wietnamski ani sztuką.
Były odgłosy ze strony władz – wypytywanie artystów oraz czasowe wstrzymanie zezwolenia dla działalności studia. Ale otworzyliśmy je znów piękną instalacją.

W tym samym czasie, mogę zrozumieć, że są dziwni ludzie w niektórych miejscach w USA. Jaki rodzaj spraw, które są drażliwe w Wietnamie, które nie są tak drażliwe tutaj?

Nagość, polityka, historia… Ale w minionych sześciu latach sztuka, którą natychmiast usuwano ze ścian, obecnie może funkcjonować na nich. Malarka Ly Tran Quynh Giang zaproponowała obraz dwóch kobiet uprawiających seks na wystawę młodej artystki, którą zorganizowało Stowarzyszenie Sztuk Pięknych. Po pierwszym dniu wystawy, dzieło zostało zdjęte. Obecnie Giang jest prezentowana w książce, która przedstawia kanon 12 współczesnych artystów w Wietnamie. Powiedziałabym, że rozmowy o seksualności zmieniają się bardziej gwałtownie i bardziej otwarcie niż rozmowy o polityce.

Czy myślisz, że sztuka, którą tworzysz w Wietnamie, jest inna niż to, co robisz w Kalifornii?

Zainteresowałam się bardziej sztuką performansu – z którą tak naprawdę nie utożsamiam się. W Wietnamie sztuka performansu stała się rzeczywiście mocnym środkiem ekspresji, ponieważ jest ona ekonomiczna (tania) i może być prezentowana gdziekolwiek.
Na przykład , zaprzyjaźniona artystka Phuong Linh Nguyen i ja wykonaliśmy wizytówki, które są lekko zwariowane, ale stały się one nieustannym dziełem performansu w naszym codziennym życiu. Fotografie przedstawiają nas, jakbyśmy były „dziewczętami do towarzystwa”. [Każda z nas posiada wizytówkę ze zdjęciem, która mówi, że ona jest „osobistą asystentką tej drugiej.].
Rozdaliśmy nasze wizytówki podczas przedstawienia sztuki performansu, żartując o naszych relacjach ponieważ zawsze sobie pomagamy. W ciągu kilku godzin ludzie telefonowali do nas, mówiąc: „Ile ty kosztujesz?”. Wtedy odkładałyśmy słuchawkę, a oni telefonowali znowu do drugiej z nas mówiąc „Ile Ty kosztujesz”
Kiedy próbowałyśmy zamówić druk wizytówek, „usteczka z małego okienka w ścianie” poinformowały nas: „Nie możemy tego wydrukować.” Jest rzeczą usprawiedliwioną, że ktoś się obawia kłopotów. Wizytówka miała być żartem, ale ten żart ujawnia rzeczywisty problem władzy i seksualności dla kogoś, kto pracuje jako artysta.
Ostatnio napisałam dla anglojęzycznego magazynu w Hanoi wywiad z MEN z Brooklynu – [gejowska grupa muzyczno-taneczna, która w marcu ma występować w Hanoi. Przeprowadziłam z nim wywiad i posłałam go do redakcji, a oni powiedzieli: „Trzeba zmienić punkt widzenia, ponieważ nie możemy mieć w tym artykule jakiejkolwiek wzmianki o homoseksualizmie”.
W tym samym tygodniu opublikowałam w wietnamskojęzycznym piśmie bardzo otwarty wywiad na temat tego, co znaczy być gejem. Nie było z tym żadnego problemu. Właściwie wydawca czasopisma powierzył mi napisanie go. Z tego, co wiem, nie ma żadnej zasady, ale oni [wydawcy anglojęzycznego pisma] obawiali się konsekwencji złamania społecznego tabu.

Co więc zrobiłaś z tym artykułem?

Po pierwsze odesłałam im żartobliwą wersję, w której po prostu zaznaczyłam kolorowy markerem wszystkie słowa takie jak „gej”. Następnie przeredagowałam tekst i posłałam bardzo ładne fotografie zespołu, który był przedstawiony jako zróżnicowany pod względem płci albo po prostu odmienny, tak żeby mógł wzbudzić zainteresowanie.
Czuję się dziwnie. Sama siebie ocenzurowałam. Ale musicie próbować tak wiele punktów widzenia jak to możliwe. Zespół sam w sobie jest widzialnym znakiem gejowskiego wyzwolenia. Ja usiłowałam żartować z zasad.

Emily Alpert, Los Angeles

Video: „Sen Jezior” autorstwa Gabby Quynh-Anh Miller, wideo malujące ujęcia w Nha San Studio, co było częścią gry podczas sympozjum na temat performansu.

Tłum: Ben Viet

źródło:

http://latimesblogs.latimes.com/world_now/2012/02/vietnam-artist-free-speech.html

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License