O filmie, który trzeba zobaczyć słów kilka

Ben Viet (30.10.2009) W centrum uwagi- Publiczność miała okazję obejrzeć po raz pierwszy film Katarzyny Klimkiewicz „Hanoi – Warszawa”. Ten film trzeba zobaczyć!

flickr:3934568971


Katarzyna Klimkiewicz

Tegoroczny festiwal „Kino w Pięciu Smakach” przypominał nieco wesele w Kanie Galilejskiej. To, co najlepsze, gospodarze zaserwowali na koniec, w dodatku można podejrzewać, że owo najlepsze jest wynikiem cudu. Bowiem w powodzi filmowej miernoty, w jaką obfituje polska kinematografia ostatnich lat, pojawił się film bardzo dobry, będący dziełem debiutantki Katarzyny Klimkiewicz. Od lat nauczyłem się, że jeśli na ekrany wchodzi nowy polski film, do kina warto zajrzeć wyłącznie wtedy, kiedy jest on dziełem twórcy, debiutującego co najmniej trzydzieści lat temu. Sądzić można by, że istnieje zakaz dobrze zrobionych, mądrych i pięknych debiutów fabularnych w kraju nad Wisłą. A tu taka niespodzianka!

Krótkometrażowy film fabularny „Hanoi – Warszawa” otrzymał nagrodę specjalną jury w Konkursie Młodego Kina, towarzyszącym tegorocznemu, 34. Festiwalowi Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Dodatkowo, za kreację aktorską, wyróżniona została, grająca główną rolę, Mai Thu Ha. Obie te nagrody są absolutnie zasłużone. „Hanoi – Warszawa” to kino nowoczesne, czerpiące z najlepszych dokonań polskiego filmu, komunikatywne, bogate poznawczo i emocjonalnie. Zwracają uwagę znakomite zdjęcia, a wspomnieć trzeba, że operator miał trudne zadanie, gdyż rzecz rozgrywa się w specyficznych, zwykle mało atrakcyjnych, planach. Bez zarzutu jest montaż, który także wymagał niemałego artyzmu, cała bowiem opowieść rozgrywa się na wysokim diapazonie emocjonalnym. Aktorzy obsadzeni zostali świetnie, co zaskakuje takiego barbarzyńcę jak ja, gdyż okazało się, że człowiek, będący w życiu wzorem łagodności może przekonująco wcielić się w rolę agresywnego i bezwzględnego bandziora. Mówię o aktorze niezawodowym, naturszczyku, podobnie jak większość obsady filmu. Wielka w tym zasługa Katarzyny Klimkiewicz, która potrafiła przekonująco zaaranżować sytuacje, o jakie jej chodziło. A przecież to bardzo trudne zadanie, gdy ma się do dyspozycji amatorski zespół. Odtwórczyni głównej roli zasługuje na szczególne wyrazy uznania, bowiem to naprawdę nie była łatwa rola i naprawdę została zagrana bez zarzutu. Podobnie inne, wyraziste postaci: starszej współwięźniarki, narzeczonego głównej bohaterki.

Film przytłacza nastrojem, nie pozostawia miejsca na obojętność najbardziej nawet zblazowanego widza. Jest tak za sprawą dobrego rzemiosła, ale przede wszystkim jest to wynik artyzmu jego autorki. Pomysł opisania zjawiska „zielonej granicy” został zrealizowany w scenariuszu, któremu nie brakuje nic i w którym nic nie jest zbędne. Nic zatem dziwnego, że ten scenariusz wygrał w konkursie „Młode Kadry” telewizji Kino – Polska, dzięki czemu film znalazł producenta. Obraz, według tego scenariusza, został zrealizowany przy użyciu dokładnie takich środków artystycznych, dzięki którym autorka skutecznie otwiera dla widzów swoją wrażliwość, uczciwie opowiadając to, co ją przejęło zamiast, jak to jest ostatnio w modzie, epatować narcyzmem. Byliśmy świadkami pierwszego dzieła artystki przez duże A, należy mocno trzymać kciuki za to, żeby Katarzyna Klimkiewicz szybko mogła przystąpić do realizacji następnego dzieła. Temat filmu „Hanoi – Warszawa” jest mi szczególnie bliski. Wiedząc, jaka jest autorka, miałem z góry zaufanie do dzieła, wiedziałem, że będzie to rzetelna robota. Mimo to, zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony i z przejęciem będę oczekiwał następnych filmów tej autorki, wiedząc, że nie będą to rzeczy błahe.

Filmy tzw. szkoły polskiej wywindowały poprzeczkę jakości niebezpiecznie, jak na kraj średniej wielkości, wysoko. Urodzone w obrzydliwej atmosferze gierkowskiej Polski kino moralnego niepokoju bardzo wysoko ustawiło poprzeczkę rzetelności w podejmowaniu tematu i szacunku dla człowieka, który przecież jest zwykle centrum filmu. Realistyczne widzenie świata, który bywa nieludzki, uczciwe opisywanie różnych, szlachetnych i obrzydliwych, a najczęściej unikowych, strategii funkcjonowania w tym świecie i uparte odwoływanie się do ludzkiej natury widza, aby ten przypomniał sobie o własnym i innych ludzi człowieczeństwie, to wszystko, paradoksalnie, było łatwiejsze w totalitarnym państwie, bo oznaczało przełamanie jednego, w istocie sztucznego, paradygmatu. Nie mogę i nie mam ochoty pozbyć się wrażenia, że Katarzyna Klimkiewicz pewnym krokiem weszła na tę drogę sprzed lat, używając języka nowoczesnego i opisując rzeczywistość bardzo złożoną. Od lat usiłuję tę rzeczywistość opisywać, posługując się językiem polityki, bo problemy, które w końcu oznaczają nieszczęście indywidualnych ludzi, mają charakter polityczny. W obliczu tego, co zrobiła w niespełna półgodzinnym filmie Katarzyna Klimkiewicz, uznaję swoją porażkę. Ale uznaję ją z przyjemnością, bo widzę, że ten język, który jest językiem najpełniejszej komunikacji, język sztuki, jest tu możliwy do zastosowania. I że w młodym pokoleniu twórców jest komu go umiejętnie zastosować. Polskie kino w moich oczach zakończyło arcynieciekawy okres i weszło w koleiny swoje własne, to znaczy autorskie, wolne i uczciwe pod każdym względem. Zapewne nadal będą powstawały polskie superprodukcje, wzorowane na amerykańskim kinie klasy B, C lub D, zapewne nadal będą powstawały fabularne filmy w estetyce telenoweli, ale nie tylko! Jakoś lżej…

Autorka opowiedziała historię o czymś, co jest wyjątkowo wstydliwą kartą współczesnej Polski i Europy. Opowiedziała o tragedii ludzi, którym odmawia się miejsca do wolnego życia, uznając ich milcząco za własność reżimów, pod których panowaniem się urodzili. Opowiedziała o systemowym braku poszanowania praw człowieka i to w wymiarze absolutnie podstawowym. Katarzyna Klimkiewicz zajęła się Wietnamczykami, którzy dla większości Polaków są osobami niezauważalnymi a z pewnością niepojętymi. Okazała współczucie z ludźmi i głośno wykrzyczała swój ludzki sprzeciw. A że zrobiła to prawdziwa artystka, głos ten brzmi przejmująco i nie wierzę w to, żeby pozostawił obojętnym kogokolwiek, poza klinicznymi psychopatami. Daj Boże, żeby sytuacja ludzi, o których mówi jej film, szybko uległa zmianie na lepsze. To nie jest trudne, wymaga tylko politycznej decyzji, która nie jest obciążona ryzykiem. Wtedy, kiedy sytuacja wróci do normy ludzkiej, europejskiej, polskiej – wziąwszy pod uwagę tradycję – w szczególności, film Katarzyny Klimkiewicz pozostanie świadectwem pogardy i przestrogą na przyszłość. I bardzo dobrym filmem!

"Hanoi - Warszawa"
Specjalne wyróżnienie dla aktorki Thu Ha Mai i Nagroda Specjalna Jury w Konkursie Młodego Kina FPFF Gdynia 2009, scenariusz filmu wygrał konkurs „Młode Kadry” w 2008 roku.
Polska 2009, 27 min.
reżyseria: Katarzyna Klimkiewicz
scenariusz: Katarzyna Klimkiewicz
zdjęcia: Andrzej Wojciechowski
muzyka: Marzena Majcher
obsada: Thu Ha Mai, Le Thang Hung, Klaudia Barcik, Michał Podsiadło, Viet Dung
produkcja: Telewizja Kino-Polska
koprodukcja: Mastershot Studio, Stowarzyszenie Film 1,2 & Katarzyna Klimkiewicz, Studio Munka oraz Stowarzyszenie Filmowców Polskich przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
wersja językowa: polska/wietnamska


Robert Krzysztoń

© Bến Việt

Komentarze

Dodaj nową wypowiedź
lub Zaloguj się jako użytkownik serwisu Wikidot.com
(nie będzie opublikowany)
- +
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License